Khao Sok i Jezioro Cheow Lan – Tajlandia

Dwudniowa wycieczka nad jezioro Cheow Lan

Na wycieczkę z noclegiem nad jeziorem zdecydowaliśmy się, jeszcze będąc w Polsce. Nie wiedzieliśmy czego oczekiwać, ale kusiła mnie noc w domku pływającym na wodzie w środku dżungli. To znowu brzmiało jak z programu telewizyjnego. Gdy tylko zajechaliśmy na miejsce, wiedziałam, że była to jedna z lepszych decyzji. 

Przyjechaliśmy do Khao Sok. Dwa dni spędziliśmy w naszym ośrodku, bo hotelem tego nie mogę chyba nazwać. Było w nim tak cudownie, że nie chciało nam się nigdzie chodzić i zwiedzać. Potrzebowaliśmy odetchnąć i przede wszystkim wyspać się. Mieliśmy tu piękny basen z widokiem na góry i wspaniały teren w koło. Mieszkaliśmy w drewnianym domku. Prostym w wykonaniu ale bardzo klimatyczny. Między domkami chodziło się po drewnianych kładkach otoczonych przepięknie zadbaną roślinnością. Było tu po prostu cudownie. Z początku chcieliśmy się zatrzymać w Our Jungle House, bardzo popularnym miejscu w tym mieście. Ale niestety za późno zabrałam się za rezerwację i nie było już wolnych miejsc. Our Jungle House wyglądał też egzotycznie, bo wszystkie domki są na drzewach w pobliżu rzeki i wielkich skał. Myślę, że pojedziemy tam następnym razem. Teraz jednak mieliśmy ten komfort i mogliśmy się nieustannie chłodzić w naszym basenie z super widokami. 

Gdy przyjechaliśmy do Khao Sok spotkało nas kilka niefortunność. Ja w pierwszy dzień spaliłam sobie przód ciała, bo nie sądziłam, że ciemne, kłębiaste i deszczowe chmury mogłyby mnie opalić jakkolwiek. Okazuje się, że nawet jeśli zanosi się na deszcz, jest silny wiatr i biało szare chmury pędzą na niebie, można zjarać się tak, jakby było pełne słońce. Sama nawet nie wiem jak to się stało. Wieczorem już tak mnie paliło, że nawet woda w basenie była za gorąca. Skończyła nam się kasa w gotowce, a przy wypłacie z bankomatu okazało się, że Kuba zgubił swoją kartę. W związku z tym w hotelu braliśmy jedzonko na krechę a za ostatnie drobne jakie nam zostały kupiliśmy wodę. Następnego dnia po południu przyszedł przelew od Kuby na moje konto, więc uradowani popędziliśmy do bankomatu. Byliśmy głodni i szliśmy na pizzę. Jednak pojawił się kolejny problem. Nie mogłam wypłacać kasy ze swojej karty i nie wiadomo dlaczego. Trochę musieliśmy kombinować, ale ostatecznie po skontaktowaniu się z moim bankiem udało mi się wypłacić baty. Mogliśmy już zapłacić za hotel i za jedzenie 🙂 Uf!

Nadszedł dzień wycieczki. Przed wyjazdem dostaliśmy plan. Od rana ruszamy nad jezioro, do którego trzeba było dojechać z Khao Sok. Potem łodzią na drugi koniec brzegu tego jeziora, do domków, w których będziemy nocować. Czas wolny, lunch, trekking, kolacja i znowu czas wolny. Następnego dnia o 7 rano obserwowanie zwierząt z łodzi, potem śniadanie i znowu czas wolny do lunchu, po którym wracamy do domu. Wydawało się to wszystko całkiem spokojne jak na moje potrzeby aktywności. Jednak był to idealny plan działania i nawet powiedziałabym, że było za mało wolnego czasu. Miejsce okazało się tak fantastyczne, że mogłabym tam zostać przez kolejne 3 dni i robić NIC!

Tak więc w porcie nad jeziorem wsiedliśmy w 13 osób plus przewodnik do drewnianej łodzi, która miała typowo tajlandzki klimat. Płynęliśmy w kierunku naszych domków i jak tylko wyjechaliśmy z portu już mi się podobało i robiłam zdjęcia za zdjęciem. Jezioro nad którym byliśmy miało specyficzny kształt. Brzeg był bardzo nierówny, jak malowane szlaczki, trochę jak fiordy. Wcześniej nigdy czegoś takiego nie widziałam. Zastanawiałam się czemu to jezioro ma taki dziwny kształt, ale okazało się, że była tu kiedyś dżungla i została zalana. Gdy płynie się przez jezioro, wszędzie widać stare, wystające drzewa z wody, które kiedyś były dżunglą. Te niższe drzewa, co ledwo wystają, są nawet oznaczone, aby kierowca łódki nie wjechał na nie. Cały krajobraz wyglądał przepięknie!!! Cudownie!!! Strome, zarośnięte dziką dżunglą skały, w niektórych miejscach także wystają jeszcze z wody, wszystko zielone! Czasem można nawet zobaczyć dzikie zwierzęta na brzegu jeziora. Widzieliśmy bawiące się małpki, tajskie bizony, orły i różne kolorowe ptaszki. 

Gdy dojechaliśmy do naszych domków, nie mogłam uwierzyć, że czeka mnie noc w jednym z nich. Nigdy wcześniej nie miałam okazji doświadczyć czegoś takiego. Domeczek był wielkości dokładnie dwóch materacy z malutką werandą przed wejściem. Wszystkie domki były ustawione obok siebie wzdłuż kładki o kształcie litery L. Po środku był bar z miejscem gdzie było można zjeść posiłek, malutki ogródek, miejsce do karmienia rybek i kuchnia. Trochę dalej na uboczu przez kładki szło się do toalety. Prysznic oczywiście był w jeziorze 🙂

Siedząc w barze i pijąc zimną Coca-Colę obserwowałam jedną z tutejszych kobiet, która pomieszkuje w tych domkach. Piszę, że pomieszkuje, bo oficjalnie obowiązuje tu zakaz mieszkania, ale ludzie potrafią go obejść. Osoby pracujące przy takich domkach dla turystów, zostają w parku tylko miesiąc a potem wyjeżdżają na 3/4 dni i znowu tu wracają. W ten sposób unikają stałego pobyty w parku. Mieszkający w okolicy rybak także żyje w podobny sposób.

Tak więc Tajka siedziała sobie na brzegu kładki z nogami w wodzie, pod swoim domkiem i prała ciuszki w jeziorze(?!). Po chwili zaczęła myć sobie pachy. Następnie wyciągnęła szczoteczkę do zębów i myła zęby siedząc ciagle w tym samym miejscu. Potem wymyła głowę szamponem, odżywką, kilka razy przepłukała się wodą z wiaderka, wymyła sobie także co należy między nogami pod sukienką. Wykąpała się calutka i zrobiła pranie siedząc ciągle w tym samym miejscu. Jej partner zastosował inną metodę, wskoczył w tą wodę w ciuchach w których chodził. Zanurkował ze dwa razy i wyszedł czysty. Zapewne przemyła go woda z mydłem, która pozostała po praniu i prysznicu tajki. Cała sytuacja miała miejsce pomiędzy domkami, tam gdzie woda stoi i nie ma przepływu. Zbierał się tam cały brud z prania i prysznica unoszący się na wodzie. Oczywiście nikomu to nie przeszkadzało, bo przecież wystarczyło parę razy chlupnąć wodą i cały szlam rozchodził się na boki. 

Patrzyłam na to wszystko ze zdumieniem. Dla mnie to wyglądało jak kosmos, a dla nich jest to zwyczajność. Kobieta podczas swojej kąpieli zerkała na mnie i widziała, że ją ukradkiem obserwuję. Ale w ogóle jej to nie peszyło. Nadal śmiało wykonywała swoje czynności. Widać była do tego przyzwyczajona i niż miała zapewne w ogóle powodów do wstydu. Domyślam się, że u nas w Polsce to właśnie byłby powód aby się schować przed ludźmi. Już nie wspomnę o tym, że w Tajlandii dopuszcza się pranie i mycie środkami chemicznymi w jeziorze w parku narodowym...

Po wspólnym obiedzie ruszyliśmy do dżungli na treking. Nasza trzecia wyprawa do dżungli. Ale tym razem ta była najbardziej dzika. Malutkie, wydeptane ścieżki a w koło mnóstwo bambusowych drzew, prawdziwa gęsta dżungla. Bardzo nam się podobało. Teren był naprawdę mocno ograniczony dla turystów. Klimat był bardzo wilgotny. Byliśmy cali mokrzy choć wspinaliśmy się chwilkę przed zachodzenia słońca, czyli nie w takim wielkim upale. Szliśmy na punkt widokowy. Okazało się, że im bliżej celu tym trudniejsza trasa. Musieliśmy się wspinać po skałach, gdyż w pewnym momencie skończyła się ścieżka. To było dosyć niebezpieczne, ale oczywiście daliśmy radę. Zastanawiałam się w ogóle jak przewodnicy dopuszczają turystów do chodzenia po takich skałach nie znając ich możliwości. Ale jak widać a Tajlandii mają naprawdę wyrąbane na takie rzeczy 🙂 Na samym szczycie także były skały i nie było tam żadnego zabezpieczenia przed spadnięciem w dół. Po prostu nierówne skały na których trzeba było znaleść sobie kawałek miejsca na przycupnięcie i podziwianie widoków. Wychylasz się za skałkę i przepaść w dół. Oczywiście jeśli się pilnujesz to nie ma możliwości na upadek. Ale na pewno trzeba być ostrożnym. 

Krajobraz oczywiście był cudny. Widzieliśmy spory kawałek jeziora z otoczeniem lasów. Widok zapierał dech w piersiach. Siedzieliśmy tam ze 20 minut i ruszyliśmy w dół do łodzi, aby zdążyć przed zachodem słońca. Po zachodzie w dżungli robi się bardzo ciemno i dla przewodnika jest zbyt dużą odpowiedzialnością prowadzić kilkunasto osobową grupę w takich warunkach. 

Po powrocie do domków mieliśmy jeszcze czas na pływanie w gorącym jeziorze. Wieczorem siedzieliśmy wszyscy w „restauracji” popijając tajskie piwko i whiskey zakupione w tutejszym barze. W całym ośrodku nie było prądu. Włączali go dopiero o godzinie 18 gdy zaczynało robić się ciemno i wyłączali o 23. Więc do tej pory dobrze było zrobić wieczorną toaletę, chyba że ktoś wolał chodzić po kładkach z latarką. Po 23 była totalna ciemność. Nic w okolicy się nie świeciło, nic nie było widać poza mnóstwem gwiazd. To była naprawdę ekscytujące i piękne 🙂

Następnego dnia przed śniadaniem wyruszyliśmy jeszcze łodzią na obserwowanie zwierząt dżungli. Pływaliśmy przy brzegu i wyszukiwaliśmy małp, bawołów i ptaków. Po śniadaniu, aż do wyjazdu mogliśmy spędzać czas nad jeziorkiem i pływać kajakami do woli. Totalny relaks w przepięknej okolicy. W ogóle nie chciało nam się stąd wyjeżdżać. Po tych wszystkich wycieczkach jakie mieliśmy do tej pory, ten stan i miejsce bardzo nam odpowiadały. Otaczające skały podrośnięte dżunglą wyglądały bajecznie. 

Jeśli lubisz naturę i planujesz wyjazd do Tajlandii, to bardzo polecam noc na jeziorze w Khao Sok!!! Można wykupić tam grupową lub prywatną wycieczkę. Na prawdę doświadczenie warte swojej ceny. My płaciliśmy 290zł i uważam, że jest to rozsądna cena. Zawiera transport z/do hotelu, przewodnika, wszystkie atrakcje, nocleg o dwa posiłki dziennie plus owoce i woda. Naszą wycieczkę wykupiliśmy przez Our Jungle House. Na jeziorze jest sporo takich domków i w zależności gdzie kupujesz wycieczkę, tam trafiasz. Mój znajomy mówił, że kupił wycieczkę przez jakieś biuro w mieście, ale domki nie były położone w tak efektownym miejscu jak nasze. Nie miał takich wspaniałych widoków z ranią i w południe bo przysłaniały im góry. 

W Khao Sok jest zapewne więcej rzeczy do robienie, ale my nie mieliśmy już na to czasu. Chcieliśmy tez skorzystać z naszego cudownego ośrodka i poodpoczywać jak to przystało na wakacje. Wiem, że na pewno tam wrócimy!

Zdecydowanie Khao Sok to jedno z naszych ulubionych miejsc w Tajlandii. 

Scroll to top