Od cesarki do porodu naturalnego

Moja historia porodowa będzie zapewne bardziej interesowała kobiety. Ale może i jakiś mężczyzna znajdzie w niej inspirację lub zrozumienie dla kobiet, które chcą mieć poród poprzez cięcie cesarskie i nie do końca mogą to zaakceptować. 

A więc zaczęło się tak...

Zanim jeszcze zaszłam w ciąże, byłam przekonana, że jeśli kiedykolwiek będę w ciąży, to urodzę tylko i wyłącznie przez cięcie cesarskie (CC). Już wtedy byłam przerażona wizją naturalnego porodu w bólach z możliwością nacięcia krocza 😬. Panicznie boje się bólu i jest to jedna z niewielu rzeczy, od których uciekam najdalej jak się da. Nie mam żadnej akceptacji na jakikolwiek, nawet najmniejszy ból. Wiem, że są ludzie, którzy jakoś radzą sobie z bólem i jest wiele kobiet, które mówi, że ból porodowy jest do zniesienia. Jednak musisz zrozumieć, że dla mnie ból fizyczny to straszna rzecz. Kiedy ktoś mi mówił, że ból porodowy jest do zniesienia, to byłam przekonana, że dla mnie na pewno nie będzie! Tak więc oczywiste było, że poród siłami natury odpada!! 

Choć mówi się, że po CC dłużej dochodzi się do siebie i ból także jest nieunikniony, a nawet dłuższy niż po porodzie siłami natury (SN), dla mnie nie miało to znaczenia. W mojej głowie różnica w bólu przy CC i porodzie siłami natury była tak wielka z korzyścią na CC, że poród siłami natury absolutnie nie wchodził w grę. 

Wiedziałam, że CC też boli, ale dla mnie był to inny ból. Ból rany, na którą można dostać różne leki, który jest bardziej kontrolowany. A przede wszystkim - nie w miejscu intymnym, tak bardzo wrażliwym dla kobiet. To przekonywało mnie bardziej do CC. Czegokolwiek bym nie miała wycierpieć przy porodzie z CC w mojej głowie było to łatwiejsze do zniesienia niż poród SN. 

Nie przerażało mnie to, że CC to spora ingerencja w ciało i że jest to poważna operacja. Że zostaje uszkodzonych wiele warstw tkanek, że blizna może wrosnąć się w macice co utrudni lub uniemożliwi drugą ciąże, że po operacji znacznie dłużej dochodzi się do siebie i jest ciężko samemu zając się dzieckiem przez pierwsze dni. Żadne, ale to absolutnie żadne negatywne strony CC nie przekonywały mnie abym zrezygnowała z tej operacji. 

Porod przez CC, na początku mojej ciąży, był kategoryczną decyzją nie podlegającą wątpliwości i zmianie. To moje ciało miało przejść przez poród, to ja decyduje co z nim się dzieje i jeśli chcę CC, to nikt nie ma prawa, a już na pewno nie moi bliscy, ingerować w moja decyzję.  

Na pierwszej wizycie u ginekologa upewniałam się, czy ze względu na wiek w trakcie porodu (37 lat), nie należy mi się cesarka. Jakaż ja byłam zasmucona na informację, że mój wiek nie jest wskazaniem do CC! Czwarty miesiąc ciąży mijał a ja ciągle szukałam rozwiązania na cesarkę. W Poznaniu nie ma prywatnych porodówek, gdzie mogłabym legalnie wejść, zapłacić, zrobić cięcie i wyjść. Dotarłam do lekarza, (i mogę to chyba głośno powiedzieć), który za odpowiednią sumę zrobiłby mi cesarkę w państwowym szpitalu. Znacznie mi ulżyło, bo miałam już wizję w głowie, że na poród będę musiała jechać do Białegostoku, mojego rodzinnego miasta, gdzie w prywatnym szpitalu będę miała cesarkę na życzenie. O ile bym dojechała tam zanim rozpoczęłaby się akcja porodowa 🙈

Podejmując decyzję o cięciu cesarskim szukałam w koło potwierdzeń, że CC ma wiele plusów. Rozmawiałam z mamami, które rodziły przez CC, miały dobre wspomnienia i miały zdrowe dzieci. Te opowieści były dla mnie kojące, bo pomimo, że do tej pory docierały do mnie już minusy cięcia cesarskiego „na zimno” (czyli umówionej daty CC bez rozpoczętej akcji porodowej), to miło było usłyszeć dobre historie i budować w sobie przekonanie, że CC jest równie ok jak poród SN. 

Jednak zwróciłam uwagę, że te mamy nigdy nie rodziły silami natury i nie mają porównania między jednym a drugim porodem. A więc raczej nie powinny stanowić przykładu dla kogoś kto rozważałby w jaki sposób rodzić lub co jest lepsze w tej sytuacji. 

Zaczęłam czytać o porodach, rozmawiać z koleżankami w ciąży lub po i przede wszystkim chodzić na warsztaty, które edukowały przyszłe mamy na wszelakie tematy związane z ciążą, porodem i macierzyństwem. Myślę, że w ciągu dwóch tygodni zdobyłam tak dużą wiedzę na temat plusów i minusów obydwu rodzajów porodów, że w mojej głowie zaczęła pojawiać się wizja porodu naturalnego. Dlaczego? Co spowodowało, że zaczęłam o nim myśleć? 

Najpierw to, że z Kubą myśleliśmy o powiększaniu rodziny, i jeśli poszłoby coś nie tak przy CC, to nie mielibyśmy na to możliwości albo musielibyśmy czekać trochę dłużej na kolejną ciąże niż byśmy tego chcieli. 

Potem co raz bardziej docierało do mnie to, jak wielkie znaczenie dla dziecka (nie tylko dla mnie!) ma poród siłami natury. Po przeczytaniu książki „Poród naturalny” Katarzyny Oleś zdobyłam podstawową wiedzę, na temat fizjologi porodu. Ta książka była fascynująca! Bardzo szczegółowo opisała cały proces jaki zachodzi w ciele kobiety podczas porodu naturalnego. Po jej przeczytaniu zdałam sobie sprawę, jak natura stworzyła ciało kobiety by rodzić dzieci. Uwierzyłam, że większość kobiet ma możliwości by urodzić naturalnie, więc zaczęłam się zastanawiać czy może i ja też bym mogła. W końcu to tylko my kobiety możemy rodzic dzieci!

Książkę polecam każdej przyszłej mamie jako lektura obowiązkowa. Nie jest to jedyna książka jaką przeczytałam o porodzie, dlatego mogę ją z całego serca polecić jako top of the top i nie jest to tylko moja opinia. To główna lektura dla kobiet w ciąży, zwłaszcza jeśli chcesz rodzić przez CC. Uważam, że każda kobieta ma prawo decydować sama w jaki sposób chciałaby urodzić. Ale także uważam, że decyzja o CC powinna być bardzo świadoma i zanim się ją podejmie, powinno się zdobyć wiedzę na temat plusów i minusów obydwu rodzajów porodów a nie tylko szukać plusów cesarki i minusów porodu naturalnego - tak jak ja to robiłam na początku ciąży 😬

Od razu też zaznaczę, że jeśli kobieta po zdobyciu wiedzy związanej z porodem decyduje się nadal na cięcie cesarskie, to jak najbardziej to rozumiem i nie jestem temu przeciwna. Chodzi mi o to, aby ta decyzja była świadoma a nie powodowana tylko strachem przed porodem naturalnym. 

Z wiedzą z tej książki oswajałam się stopniowo, tygodniami. Zaczęłam sporo myśleć o swoim synku i jego potrzebach. Dopytywałam się położnych, doul i kobiet po porodzie o szczegóły porodu naturalnego. Czy to faktycznie tak mocno boli? (odpowiedzi były różne), czy ktoś zemdlał z bólu przy porodzie? (tak, tylko tatusiowie😁) bo ja się obawiałam, że mogłabym zemdleć przez moją wrażliwość na ból, albo nawet umrzeć z bólu! Pytałam o różne doświadczenia, te dobre i te trudniejsze. Analizując tą książkę i podziwiając jednocześnie całą fizjologię porodu, byłam zachwycona jakie możliwości ma ciało kobiece, o tym jak stworzył na Bóg, jakie mamy zdolności by urodzić drugiego człowieka, tylko my kobiety! To było naprawdę fascynujące. 

Powoli zaczęło do mnie docierać, że poród SN byłby lepszy i dla mnie i dla Olafa. Jednak ciągle miałam olbrzymie obawy przed naturalnym porodem. Na warsztatach na które chodziłam, dowiedziałam się, że można przygotować się na ból porodowy i oswoić się z nim. Oczywiście nigdy nie wiadomo jak silny dla nas będzie ból w trakcie porodu ale jeśli przygotujesz się na niego, zrozumiesz jego sens i nastawisz się z gotowością, to jesteś w stanie wyzbyć się lęku i przejść przez poród z radością pomimo bólu. Podobała mi się ta wizja ale nadal nie była dla mnie przekonująca. 

W piątym miesiącu ciąży chęć porodu naturalnego była we mnie już znacznie większa. Jednak najpierw była chęć. Strach przed bólem nadal był większy niż ta chęć. Decyzja była zawieszona w powietrzu. 

Ten miesiąc bardzo aktywnie spędziłam na dalszym zdobywaniu wiedzy. Chodziłam na różne konferencje dla mam dostępne w Poznaniu, na spotkania dla kobiet w ciąży prowadzone przez doulę Natalię Mińską (z Poznania) a także na warsztaty organizowane przez Fundację Matecznik „Mamy Prawa”. (Natalię i Fundację Matecznik także polecam jako obowiązkowe punkty dla kobiet, zwłaszcza tych, które będą rodzić pierwszy raz. Namiary na końcu posta).

Dopiero na koniec piątego miesiąca podjęłam decyzję, że jednak chcę urodzić siłami natury. Byłam przerażona tą decyzją pomimo, że tego chciałam. Regularne uczęszczanie na spotkania a także na jogę i basen dla kobiet w ciąży pomogły mi sie przygotować. Bardzo dużo dała mi joga, którą prowadziła Natalia. Przez cały okres chodzenia na jej zajęcia bardzo fajnie przygotowała wszystkie dziewczyny do porodu pod względem fizycznym i mentalnym. Chyba nawet ona sama nie wie jak dużym wsparciem dla mnie była 🙂

Uważam, że kluczowe co się stało i przekonało mnie ostatecznie do porodu SN to wiedza jaką zdobyłam. Dowiedziałam się co może mnie czekać, te najgorsze opcje i te lepsze. Wiedziałam też, że przygotowanie się do porodu bardzo wiele daje i pomaga oswoić się ze strachem. Dobra szkoła rodzenia, rozmowy z kobietami o dobrych porodach, spotkania z ciężarnymi, dla których poród SN to oczywista oczywistość. Dzięki takim kobietom zaczynałam rozumieć, że poród to coś naturalnego, normalnego. Mogłam na niego spojżeć z innej strony, ze strony osób, które nie bały się porodu. Takie rozmowy były dla mnie bardzo wspierające. 

Wiadomo, że każdy poród można przeżyć. Ale ważne jest aby i dziecko i mama wyszli z tego dobrze i zdrowo. Często mówi się, że najważniejsze aby dziecko było zdrowe. Jednak istotne jest aby mama miała dobre wspomnienia z porodu. Oczywiście zawsze można trafić na trudny personel i doznać przykrości z ich strony. Dlatego tak ważne jest aby zdobyć jak najwięcej wiedzy na temat porodu i praw jakie mamy w szpitalu, żeby wiedzieć co nam się należy i jak powinniśmy być traktowane. W szpitalach naprawdę są położne z sercem, które pracują z pasją. Myślę że jeżeli ktoś ma obawy przed porodem, to warto też się zabezpieczyć wykupując swoją położną (nie lekarza!). Uważam, że naprawdę warto. Ja tak zrobiłam i to dało mi olbrzymie poczucie bezpieczeństwa już na kilka miesięcy przed porodem. 

Zbudowałam w sobie przekonanie, że mój poród będzie udany. Słuchałam i czytałam głównie opowieści tylko o dobrych porodach. Zwykle docierają do nas straszne historie, bo takie chętniej się opowiada. Jednak nawet gdy je słyszałam, mówiłam sobie „ja tak nie będę miała, jest więcej porodów z dobrą historią, więc i ja będę miała dobry poród”. Gdy zobaczyłam jak wiele jest pięknych porodów, zdałam sobie sprawę, że te trudne zdarzają się naprawdę rzadko. Więc dlaczego mi miałby się taki trafić, skoro będę przygotowana do niego? Wiedziałam co może mnie czekać, wiedziałam jak rozwiązywać sytuacje problemowe, wiedziałam co może mnie zaskoczyć. Poród to nie jest coś, co można zaplanować i wykonać według planu. Wiedziałam, że może zdarzyć się wszystko i to zaakceptowałam. To spowodowało, że mój strach przed porodem siłami natury znacznie się zmiejszyły. 

Tak więc przygotowałam się do porodu i wszystko co robiłam dawało mi co raz większy spokój. Ale muszę też zaznaczyć, że wsparcie mojego partnera - Kuby, miało tu ogromne znaczenie. Kuba od początku chciał być przy porodzie. Jak tylko dowiadywałam się czegoś nowego na warsztatach, spotkaniach czy z książek, to mu o tym mówiłam a on zawsze mnie słuchał, dopytywał, próbował zrozumieć, angażował się. To było dla mnie wielkim wsparciem i dało olbrzymie poczucie bezpieczeństwa przed porodem i w trakcie. Czułam, że nie jestem w tym sama. Czułam, że do narodzin naszego wspólnego dziecka przygotowujemy się razem. Kuba później się śmiał i mówił, że na temat porodu zapewne wie więcej niż nie jedna ciężarna 😁 Wykazał się olbrzymią cierpliwością i zrozumieniem na moją potrzebę analizowania całego porodu i przygotowania się do niego.

Nie wiem czy dałabym radę przestawić swoje myślenie na poród naturalny gdyby nie wsparcie Kuby. Mówi się, że osoba bliska przy porodzie, to najlepsza forma znieczulenia niefarmakologicznego. I u mnie to się sprawdziło. Myślę, że nie ma znaczenia czy będzie to partner, przyjaciółka czy doula. Ważne, aby mieć kogoś przy sobie bliskiego, na kogo będzie można liczyć w trakcie porodu. 

 

Przyszedł taki moment, w którym zaczęłam zastanawiać się nad porodem domowym. Byłam tak zafascynowana naturalnym porodem, że nawet poród domowy nie był dla mnie straszny. Niestety nie dostałam kwalifikacji do porodu domowego ze względu na szelki z pępowiny, które miał Olaf. Wiedziałam jednak, że chcę rodzić naturalnie bez znieczulenia (wiele kobiet tak rodzi) i z ochroną krocza. Takie było wyobrażenie mojego idealnego porodu. Wiedziałam, że dam radę i z pomocą Kuby tak właśnie będzie wyglądał mój poród. To był mój cel, moje marzenie o pięknym porodzie. 

Na ostatnie dwa miesiące ciąży odstawiłam wszystkie książki o porodzie i warsztaty. Czułam, że już mam wystarczającą wiedzę. Teraz musiałam już tylko przygotować się na poród mentalnie, relaksować się i budować więź z Olafkiem, który siedział w brzuszku 😁

Tak często rozmawiałam z Olafem, że już nie mogłam się doczekać, kiedy będzie na świecie. Dziewiąty miesiąc był naprawdę ciężki fizycznie i myślę, że to hormony w tym miesiącu powodują, że każda kobieta chce urodzić jak najszybciej. W 9 miesiącu najcześciej strach przed porodem mija, zastępuje go olbrzymia chęć spotkania i tulenia swojego dzieciaczka ❤️

W tym czasie byłam już baaaardzo zmotywowana do porodu. Miałam chęci, pozytywne nastawienie i gotowość do narodzin Olafa. Już nie raz sobie wyobrażałam, jak zaczną mi się skurcze w domu i będziemy z Kubą jechać do szpitala. No i tak się stało...

Ze względu na to, że moje łożysko dosyć szybko się zestarzało - bo już na początku trzeciego trymestru było 3 stopnia a pod koniec ciąży miało zwapnienia, nie mogłam przenosić swojej ciąży i musiałam urodzić najpóźniej w terminie (są trzy stopnie starości łożyska i im starsze i bardziej zwapnione tym większe ryzyko dla dziecka i mamy). 

Miałam dostać skierowanie do szpitala na kilka dni przed terminem w celu wywołania porodu. Trochę mnie to zasmuciło, bo chciałam aby wszystko rozpoczęło się naturalnie (jak już zgłębisz wiedzę na temat porodu, to będziesz wiedziała dlaczego to jest takie ważne).

Ponieważ Olaf miał szelki z pępowiny, musiałam się liczyć z tym, że poród może zakończyć się różnie. W najgorszej sytuacji zabiegowo (wyciąganiem małego kleszczami lub vacum) lub cięciem cesarskim. W takiej sytuacji nigdy nie wiadomo czy pępowina będzie blokować wyjście dziecka na świat czy nie. Ja jednak miałam pozytywne nastawienie, nie nakręcałam się złymi myślami. Liczyłam się z tym, że poród może pójść inaczej niż bym chciała, ale jakkolwiek by się nie skończył, wiedziałam, że będzie to dla dobra Olafa. Wierzyłam, że będzie dobrze.

Indukcja porodu była zaburzeniem wizji o moim idealnym porodzie. Całe szczęście moje ciało było gotowe już na tydzień przed terminem i przyszedł ten dzień kiedy siedząc w domu i zajadając pizzę dostałam lekkich skurczy!

Chodziłam po mieszkaniu jak nakręcona i zaczęłam dopakowywać rzeczy do walizki porodowej. Cieszyłam się jak dziecko, że być może zaraz urodzę. Skurcze jednak były małe a gdy siadałam to ustawały. To trwało ze 3h. Cały czas byłam w kontakcie ze swoją położną i ze względu na zanikanie skurczy, doradziła mi abym wzięła prysznic i poszła spać. Ciepły prysznic może spowodować, że skurcze ustaną jeśli ciało jeszcze nie jest gotowe do porodu lub się nasilą. No i nie zdążyłam się położyć do łóżka...

Po prysznicu odeszły mi wody. Normalnie akcja jak z filmu 🙂 Potem skurcze były tak silne, że nie mogłam już nawet zjeść. Położna mi napisałam żebym od razu przyjeżdżała na porodówkę. Byłam pozytywnie nakręcona i przeszczęśliwa. Wiedziałam, że najpóźniej następnego dnia będziemy z Kubą tulić już Olafka. W ogóle się nie bałam! Nawet Kubę to dziwiło, że nie jestem ani trochę wystraszona. 

Przez miesiące przygotowań i najprawdopodobniej hormony jakie wydzielają się w kobiecie cieszyłam się, że poród się zaczął. Ból mnie nie przerażał. Byłam gotowa jak zawodnicy na chwile przed maratonem 😁

O 2 w nocy weszliśmy do sali porodowej i przez godzinę byliśmy sami z Kubą, czekaliśmy na naszą położną. W tym czasie akcja powoli się rozkręcała. 

W pewnym momencie bóle były tak mocne, że zdecydowałam się na znieczulenie, którego tak bardzo nie chciałam. Jednak bóle były dosyć mocne jak dla mnie więc zdecydowałam, że nie będę uparta i wezmę znieczulenie. Kroplówkę dostawałam przez 30 minut a z jej końcem rozpoczął się drugi etap porodu. Skurcze parte! Czyli Olaf schodzi w dół 😍

Kuba był cały czas ze mną i pomagał mi przez to wszystko przejść. Podawał mi wodę, masował, mówił mi to, czego potrzebowałam. Jego obecność była dla mnie najlepszym znieczuleniem i dawała mi olbrzymi komfort psychiczny. Jeszcze gdy byłam w ciąży wykazał się zainteresowaniem i słuchał mnie zawsze gdy miałam potrzebę rozmawiać z nim o ciąży i porodzie. Dlatego wiedziałam, że zadba o wszystko o co ja nie dałabym rady zadbać w danym momencie. 

Olaf wychodził powolutku a z końcem porodu, im bliżej był wyjścia, co raz bardziej spadało mu tętno. Aby nie dopuścić do niedotlenienia, lekarz musiał mnie troszeczkę naciąć. Oczywiście wyraziłam na to zgodę. Moja położna wiedziała co dla mnie i dla Olafa jest najlepsze i jeśli zadecydowała o nacięciu to widziałam, że tak musi być. Miałam do niej pełne zaufanie.

I tak w trzy godziny od wejścia na salę porodową urodziłam Olafa!

Gdy zobaczyłam go w tej całej mazi, do góry nogami, dopiero co „wyciągnięty”, jeszcze siny, pierwsze co powiedziałam to „O Boże jak to się stało!!”. Nie dowierzałam że on już jest na świecie.

Chwilę później otworzył oczy i pierwsze co zrobił to popatrzył na mnie. Tak jakby wiedział, że jestem jego mamą. To było niesamowite, zobaczyłam jego czarne oczy i dotarło do mnie że to malutki człowieczek, nowe życie, które właśnie wyszło ze mnie. Wiem, że mnie nie widział, ale to było piękne uczucie, jakby nagroda po całym porodzie. Jedyne co mogłam powiedzieć to „Olaf ty patrzysz na mnie!”. Dostałam go szybko na klatkę piersiową a zaraz po tym Kuba przeciął pępowinę. 

Olaf urodził się o 5:16 z rana. Z tych wszystkich emocji nie mogłam spać przez kolejne 20 godzin. Patrzyłam na niego i cieszyłam się, że miałam taki wspaniały poród. Nie jedna z Was na moim miejscu mogłaby pomyśleć, że przecież był dokładnie taki jakiego nie chciałam: w szpitalu, ze znieczuleniem i z nacięciem, więc skąd ta radość? To prawda. Nie było tak jakbym sobie tego życzyła. Ale byłam gotowa na każdą ewentualność i jestem pewna, że właśnie to pozwoliło mi zaakceptować w jaki sposób przebiegł poród. Wiedziałam też, że moja położna będzie dążyła do tego aby poród był jak najlepszy dla mnie i Olafa a nie dla personelu szpitala. Nie trzymałam się uparcie planu porodu bo wiedziałam, że tego nie da się zaplanować w stu procentach. Byłam otwarta na to, co przyniesie mi ta sytuacja.

Jest trochę kobiet, którym ciężko pogodzić się z tym, jak przebiegł ich poród. Nie krytykuje tego, bo wiem, że są porody znacznie trudniejsze niż moje i już od początku zaczynają się komplikacjami. Jednak chciałabym wam pokazać, że jeśli przygotujcie się na poród i zrobicie wszystko co w waszej mocy aby być gotowym na każdą ewentualność, to żal i smutek po porodzie MOŻE BYĆ znacznie mniejszy lub w ogóle go nie będzie. Gdy jesteś przygotowana na każdą ewentualność, to znacznie łatwiej jest sobie poradzić ze wszystkim co może cię spotkać. 

Choć nie było mi łatwo podczas porodu, już od pierwszej chwili gdy Olaf przyszedł na świat, byłam przeszczęśliwa jak się potoczył. Wzruszałam się z radości gdy opowiadałam o nim innym, gdy dziękowaliśmy położnej, gdy dziękowałam Kubie i gdy patrzyłam na tego małego spuchniętego szkraba, który także musiał wiele przejść aby być razem z nami ❤️ Śmiało mogę powiedzieć, że było to cudowne przeżycie. 

Życzę Wam dziewczyny abyście także miały dobre wspomnienia z tego pamiętnego dnia. Pamiętajcie, że dobry poród to taki gdzie mama i dzidzia są zdrowi! Przygotujcie się, edukujcie i startujecie do niego w pełni gotowe. To znacznie ułatwi wam te wymagające doświadczenie, zwłaszcza tym, które jak ja mają/miały wielkie obawy przed porodem naturalnym. 

Poniżej podsyłam jeszcze linki do miejsc i rzeczy, które mi pomogły w przygotowaniu się do porodu i które zdecydowanie polecam! Jeśli nie jesteś z Poznania to na pewno w swoim mieście także znajdziesz jakieś spotkania czy warsztaty dla kobiet ciężarnych. Trzeba tylko poszukać 🙂

  • Fundacja Matecznik - klik
  • Doula Natalia Mińska - Doula klik, Joga klik
  • Malinowa Szkoła Rodzenia w Kórniku - klik Polecam szczególnie dla opornych facetów. Świetna szkoła z najlepszymi opiniami prowadzona przez położne ze szpitala na Polnej. Położne przekazują naprawdę dobrą i najbardziej potrzebną wiedzę. Nie ma nudy i jest zabawa.
  • Książka "Poród Naturalny" Katarzyna Oleś
  • Książka "Urodzić razem i naturalnie" Irena Chołuj (więcej o porodzie domowym)
  • Książka "Rodzic można łatwiej" Położna Izabela Dembińska (podobna wiedza co w książce "Poród Naturalny", trochę bardziej ograniczona, ale świetna opcja dla facetów, czyta się szybko bo jest dopracowana wizualnie i jest dużo akapitów 😉

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o
Scroll to top