Autostop – Chorwacja

Jak wiecie dużo namawiać mnie nie trzeba jeśli chodzi o szalone pomysły. Tak więc przyszła pora na podróż autostopem do Chorwacji i Czarnogóry. Choć już myślałam, że takie podróżowanie jest za mną. Kuba chciał zaznać przygody autostopowej więc pojechaliśmy!

Ta podróż odbyła się w 2017 roku, ale wtedy jeszcze nie prowadziłam bloga i krótkie relacje z wyjazdu wrzucałam na FB. Tak więc teraz dla przypomnienia relacja z tej przygody z tekstami, które pojawiły się na moim FB. Tak dużo się działo i jest tyle wspaniałych miejsc i zdjęć, że rozdzieliłam wyprawę na dwa posty. O Chorwacji i Czarnogórze.

Od razu na sam początek podam kilka przydatnych uwag co do takiego wyjazdu (autostopem):

  • AUTOSTOP? Wbrew temu co myśli wiele ludzi, nie jest trudno łapać stopa w krajach przez które przejeżdżaliśmy, dla pary to chyba najłatwiejsza rzecz. Jedyna przeszkoda to powrót przez Serbię na koniec sierpnia. W tym okresie wraca przez ten kraj wiele imigrantów z Turcji i Grecji. Jadą autami wypchanymi całymi rodzinami do zachodniej Europy i niestety nie mają miejsca dla autostopowiczów. Zawsze będą trudniejsze i łatwiejsze trasy. Czasem trzeba czekać godzinę lub dwie ale zwykle czekaliśmy około 20-30min.
  • PLAN WYCIECZKI. Wszystko można planować na bieżąco. Nigdy nie wiadomo gdzie się znajdziesz jeśli jesteś zależna od innych kierowców, więc na takich wakacjach trzeba wrzucić na luz i być otwartym na zmiany.
  • INTERNET I TELEFON. W Europie nie ma problemu z internetem i połączeniami bo masz to w swoim abonamencie, więc o to akurat nie trzeba się martwić.
  • BAGAŻE. Spakowaliśmy naprawdę miało ciuchów, w lipcu i sierpniu w tych krajach jest ciągle ciepło, a wręcz gorąco. Bardzo rzadko nakładaliśmy bluzy. Wyjątkiem był Durmitor (wysokie góry) w Czarnogórze. Tam było kilkanaście stopni a w namiocie spałam w dresach.
  • WYNAJEM AUTA. Autko wynajmowaliśmy z dnia na dzień, a w Czarnogórze weszliśmy nawet do wypożyczalni z ulicy i od razu dostaliśmy auto. ale jeśli masz możliwość wcześniejszej rezerwacji auta to zdecydowanie polecam, tak na wszelki wypadek.
  • KIEDY JECHAĆ. Zdecydowanie najlepszymi miesiącami na zwiedzanie Chorwacji i Czarnogóry sa lipiec i sierpień, głównie ze względu na najcieplejsza pogodą i cieplutką wodę. Ale jeśli ktoś nie lubi upałów to zdecydowanie polecam maj/czerwiec lub wrzesień.
  • GOTÓWKA - w Polsce wymieniliśmy już Euro do Czarnogóry i Kuny do Chorwacji. Ale bardzo często płaciliśmy kartą lub wypłacaliśmy z bankomatu (czego raczej nie polecam bo przelicznik banku jest spory)
  • WYDATKI - Podczas całego wyjazdu wydaliśmy 6400zł na dwie osoby. Wchodzi w to ubezpieczenie, jedzenie w restauracjach, co robiliśmy codziennie, (jedzenia akurat sobie nie odmawialiśmy). Różne pamiątki, wypożyczenie auta, łodzi, benzyna, inne przejazdy, drinki na plażach, apartamenty i kempingi. Na pewno dużo zaoszczędziliśmy jadąc autostopem, ale sporo wydaliśmy na jedzenie w knajpach i droższe apartamenty, w których byliśmy tylko 3/4 noce.

W pierwszy dzień zrobiliśmy prawie 800km w 8h a w drugi 200km w 8h. Jeżdżąc autostopem nigdy nie wiesz co cię czeka: doskwierający upał przed którym nie masz gdzie się schować i nie możesz, bo musisz jechać dalej, łażenie z ciężkim plecakiem, kończąca się woda w butelce, niemiła Pani na granicy albo przemiła w restauracji, kochani kierowcy, pyszne zimne piwko na cempingu o 21:00 w 25stopni, obtarte stopy od sandałów, zjarane raniona, spanie w namiocie przy autostradzie, jazda na łóżku w 40letnim fordzie, spacer po autostradzie... same przygody. Dla nas te przygody są naprawde super, nawet jeśli nie zawsze jest wygodnie i przyjemnie. Pierwsza noc w podróży była w namiocie przy autostradzie, a druga już na kempingu. Dojechaliśmy do Plitvickich Jezior i od rana zwiedzaliśmy te cudowne tereny.

Najpiękniejsze cuda świata nie stworzył człowiek. W takie dni jak te, zastanawiam się jaką moc ma Bóg, że stworzył tak cudne pejzarze by cieszyć nasz oczy i serca.

Tłumy ludzi z całego świata przyjeżdżają na Pkitvickie Jeziora w Chorwacji aby zobaczyć jeden z tych cudów. Natura ma tak olbrzymią moc, że ściąga tu ludzi z każdej narodowości w każdym wieku. Jestem pod wrażeniem tego miejsca. Pierwszy raz byłam tu 5 lat temu i dzisiaj zachwycało mnie tak samo jak za pierwszym razem.
Chodziliśmy 8h po tym cudnym parku. Z tych emocji nawet nie czułam bolących nóg i tego jak słońce topi moją skórę. Dobrze, że Kuba łaził za mną i smarował mnie filtrami bo pewnie byłabym już murzynką 😀 
Czuję ogromną wdzięczność, że mogę być tutaj i oglądać tak wspaniałe miejsca, że mogę podróżować i o własnych siłach przemierzać świat! ❤️

Cudowny dzień w cudownym miejscu.

3 noce spędzone w namiocie. I jeszcze kolejne przed nami. Planowaliśmy zatrzymac się w jakimś apartamencie w Splicie aby wyspać się na łóżku, ale wpadliśmy wczoraj wieczorem na pomysł aby od razu jechać na Hvar bo jest tam więcej cudnych miejsc.

Jedziemy właśnie do Splitu z cudowną parą z Nowej Zelandii, skąd weźmiemy stateczek na Hvar. Tam, żeby nie brakło nam przygód, wybraliśmy wynajęcie samochodu na dwa dni zamiast wynajęcia mieszkania czy kempingu. Tak więc będziemy zwiedzać Hvar samochodem i nocować w namiocie na dziko.
Nie wolno? Wszystko wolno!

Wczoraj mieliśmy super szczęście ze stopem do Splitu. Od razu przy kempingu złapaliśmy parke, która jechała właśnie tam gdzie my. Z początku minęli nas na drodze gdy łapaliśmy stopa, ale po kilku kilometrach zawrócili po to, aby zabrać nas ze sobą. Byli z Nowej Zelandi podczas rocznej podróży po świecie. Niesamowici ludzie! Zwiedzili już Indie i teraz zwiedzają Europę, potem lecą do Maroko i na poludnie Afryki. Przywieźli nas do portu w Splicie i tam sie rozstaliśmy. Dotarliśmy statkiem na Hvar i odebraliśmy zamówione auto. I tak jak mówiłam przygoda się zaczyna...
Powoli zapadał zmrok i w drodze na Hvar upatrzyliśmy już sobie plażę na której chcieliśmy spać w namiocie na dziko. Na pierwszą noc wybraliśmy najpiękniejszą plażę Hvaru. Ale droga do niej kosztowała mnie troche nerwów. Kubę nie, ale ja troszkę panikowalam. Szutrowa droga na urwisku która zaczynała się znakiem - zakaz wjazdu... Wyglądało to na drogę, którą porzucono w trakcie budowy... Zrobiło się już dosyć mroczno i zaparkowaliśmy auto na poboczu tej drogi gdy byliśmy już przy plaży. Nie widać jej z drogi ale jechaliśmy z gps i wiedzieliśmy gdzie mniej więcej mieliśmy zaparkować. Musieliśmy zejść do niej po skałach jakieś 200m w dół. Z czołówką na głowie 🙂 Plaża nazywa się Lucicia i jest faktycznie przepiękna jak piszą w necie. Ma szerokość może niecałe 20metrów. Piękna zatoczka, ale nocą nie mogłam się nią zbytnio cieszyć, bo ciągle się bałam tego dzikiego miejsca. Nocna kąpiel w morzu (w końcu!), kanapeczki na kolację i spanko. To był dzień spędzony w trasie ale jak zwykle cudowny.

Widok z rana zrekompensował mi wczorajsze obawy spania na dziko. W nocy było tak gorąco, że spaliśmy z otwartym namiotem. A z rana gdy otworzyłam oczy miałam taki widoczek przed sobą. Zero ludzi. Plaża nasza! Oczywiście jak tylko wyszło słońce, chlup do wody. Śniadanko na kamyczkach potem znowu chlup. Leniwy poranek. Kolo 10:00 zaczęli zbierać się inni plażowicze. Ale i tak nie było ich wielu, bo plaża jest przy bocznej trudnej drodze i nie każdy wie, że istnieje.

Kawusia w porcie i dalej zwiedzaliśmy Hvar. Kolejna plaża zaliczona, dwa miasteczka... wszystko na chilloucie. Jeżdżenie autem po Hvarze uważam jest najlepszą opcją aby dobrze zwiedzić tą wyspę. Tylko autem możesz dostać się w mało turystyczne miejsca i dosyć szybko zobaczyć prawie całą wyspę, zaliczyć najlepsze plaże i obiadki w najpiękniejszych miasteczkach.

Dzisiaj znowu obudziliśmy sie na plaży z cudnym widokiem. Takie spanie na dziko daje mi troche fajnej adrenalinki i oczywiście przygód. Nie da się jednak spać za długo bo o 6 rano jest już 29stopni. Całe szczęście w tej pięknej turkusowej wodzie można się chłodzić bez ograniczeń 😁💦🌊
Smażing z rana a potem w drogę znowu jeździć po Hvarze. Jest z milion stopni! Dzisiaj to już nawet ciężko nam się myśli o tym co mamy dzisiaj zjeść, więc tym bardziej nie wiemy gdzie jechać. Tak więc jeździliśmy przed siebie 😁
Jadąc do Chorwacji stopem zastanawialiśmy się z Kubą, czy bedziemy zabierać ze sobą autostopowiczów jeśli ich w przyszłości spotkamy... No i okazja przyszła 😁Miejscowa dziewczyna wracała z pracy i zepsuł się jej skuter. Dużo z nami nie jechała, bo 7km, ale poleciła nam plażę i oczywiście pojechaliśmy ją zwiedzić. Rzeczywiście plaża była super! Sami miejscowi, a nawet tych niewielu. Prywatne domeczki nad samym brzegiem... Bardzo uroczo. Zauważyłam, że na większości plaż tutaj nie ma barów z drinkami i muzyką, jak to bywa często w turystycznych miejscach. Przy plażach są prywatne malutkie domeczki w których prawie nie ma życia. Zresztą jak w większości miejscowości na tej wyspie. Odnoszę wrażenie, że cały Hvar jest bardzo spokojną wyspą. Są turystyczne większe miejscowości w których jest więcej kanjpek i sklepików, jak na przykład samo miasto Hvar, ale w tych mniejszych miejscach nie ma naprawdę nic poza kilkoma domami. 
Jedna rzecz na tej wyspie, jaką jestem baaardzo zaskoczona to, jest tu strasznie mało turystów. Hvar należy do Unesco i przyjazd ze Splitu kosztuje 25zł!!! Dlaczego ludzie tu nie przyjeżdżają?

Drogi są tutaj często na szerokość jednego auta z zatoczkami. Kuba mówi, że dla niego to jest super zabawa jeździć takimi ścieżkami, tak jakby był w jakiejś grze. Ale ja na skraju drogi bez zabezpieczenia, zwłaszcza gdy mija nas samochód robię w porty ze strachu. Droga do plaży na której śpimy jest najgorsza. Szutrowa, bez barierek, od razu na spadzie góry, z dużą ilością dużych kamieni. Czasami kamienie latają na boki i już nie raz mieliśmy wrażenie, że złapaliśmy gumę przy tych wszystkich dziwnych odgłosach.

Teraz po raz trzeci wracamy na swoją plażę. Jest super! Jednogłośnie z Kubą oznajmiamy, że jest najlepsza na Hvarze (przynajmniej z tych co widzieliśmy)

Jutro czeka nas przygoda. Oddajemy auto i wypożyczamy malutką łudeczkę z naszej wylożyczalni‼️
Ale będzie przygoda‼️ Zwiedzimy wyspy Paklini, które są tuż przy Hvarze.

Dzisiaj drufujemy łódeczką od plaży do plaży więc nic ciekawego się nie dzieje. Sama woda, plaże, drinki i słońce...
Auto oddaliśmy więc nie podjedziemy już do naszej plaży na dzikie spanie. Ale... nasz Romeo, który wypożyczył nam samochód i łódź (naprawdę tak się nazywa) pozwolił rozbić namiot na terenie wypożyczali. Tak więc dzisiaj będziemy spać 10metrów od drogi a z rana o 6 pobudka i prom do Splitu. Stamtąd lecimy do Czarnogóry. Gdzie dokłanie...? Jeszcze nie wiemy. Wymyślimy coś jutro

Scroll to top